• Wywiad
  • Najczęstsze problemy mam! Rozmowa z coachem mam Joanną Baranowską

    Zapraszam na kolejny wiosenny wywiad. Dziś mam dla Was rozmowę z coachem mam, psychologiem, trenerką pozytywnej dyscypliny, a przede wszystkim mamą Joanną Baranowską. Pytam m.in. o to, jak rozwiązywać problemy, z którymi najczęściej borykają się mamy. 

    kurs (4)

     

    Joanna Baranowska stworzyła i realizuje programy kierowane do mam:

    • WYJDŹ Z PIELESZY
    • UWOLNIJ MOC
    • OGARNIJ DZIECKO
    • MAMA BEZ FRUSTRACJI I POCZUCIA WINY
    Na co dzień pracuje z mamami, które czują się rozczarowane swoim życiem. Uczy je jak być mamą na własnych zasadach i odzyskać równowagę. Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam na rozmowę!

    MS: Jakie są najczęstsze problemy mam, z którymi się spotykasz?

    J.B.: Myślę, że najłatwiej mi je wypunktować.

    Do pierwszej kategorii zaliczyłabym zmęczenie, brak czasu dla siebie, frustrację i poczucie winy.

    Do drugiej kategorii przekonania typu: „nie znam siebie”, „nie wiem, co chcę zawodowo robić w życiu”, „nie chcę wracać na etat”.

    Do trzeciej opinie: „nie lubię siebie”, „wszyscy są ważniejsi ode mnie”, „nie mam czasu dla siebie i na to, żeby robić to, co chcę”, „nie robię nic dla siebie i to mnie frustruje”, „nawet gdy mam czas, »łatwiej« jest mi posprzątać (bo to przecież zawsze jest potrzebne), niż usiąść i poczytać książkę, bo wtedy musiałabym uznać, że jestem ważna i mam prawo odpocząć”.

    MS: Jak pozbyć się poczucia winy i frustracji będąc mamą?

    J.B.: Uznać siebie za ważną osobę; pokochać siebie, a następnie dać sobie prawo do posiadania własnej – równie ważnej – listy priorytetów, być może innej niż lista mamy, teściowej czy męża.

    Umieć odpuścić sobie to, co znajduje się na dole listy priorytetów (u mnie jest to sprzątanie), by rzadziej odpuszczać wszystkie te rzeczy, które sprawiają nam radość. Dla mnie na przykład kwiatki są ważne, ale często zapominam o ich podlewaniu. Walczę z tym, ale to pokazuje, jak łatwo swoje potrzeby umieszcza się na dalszym miejscu. Muszę planować czas na swoje potrzeby.

    Jak uznać siebie i swoje potrzeby za ważne? Jak pokochać siebie? Większość z nas kocha swoje dzieci. Sprawdź to na sobie. Kochasz? Naprawdę kochasz? Wyobraź sobie swoje dziecko. Pomyśl, jak się śmieje, jak pachnie; skup się na tym uczuciu, poczuj je w sobie… Mocniej, jeszcze mocniej. Poczuj ciepło; zobacz miłość, która rośnie w Tobie. A może słyszysz miłość? Teraz rozciągnij tę miłość na siebie, powiększ ją; jesteś częścią tej miłości, jesteś źródłem. Bez Ciebie, bez Twojego ciała, rąk, oczu – nie byłoby Twojego dziecka. Ty jesteś źródłem, Ty przekazałaś życie. Taka, jaka jesteś, jesteś wspaniała, podobnie jak wspaniałe jest Twoje dziecko. Kochaj siebie. Powtarzaj to ćwiczenie. Wizualizuj sobie miłość, która także Ciebie obejmuje.

    Jesteś kochana (choćby przez swoje dziecko) taka, jaka jesteś. Zobacz siebie jego oczami. Idąc, dalej… Chcesz dla swoich dzieci jak najlepiej, więc to ważne, żeby widziały, jak dbasz i o siebie, i to, by mądrze i harmonijnie budować swoje życie. Nie nauczysz tego dziecka, jeśli nadal będziesz rezygnowała z siebie, bo dziecko potrzebuje Twojego codziennego przykładu. A przecież chcesz, żeby czuło się mądre, ważne i kompetentne. Pokaż mu więc, jak zachowuje się człowiek, który wierzy, że taki jest. Zachowuj się tak, jakby już tak było, a tak się stanie. Stanowisz wzór dla swojego dziecka, więc dla niego potrzebujesz się tego nauczyć.

    MS: Nadmiar obowiązków to częsty problem mam. Wiele z nas zastanawia się, jak ogarnąć ten cały bałagan i nie zwariować. Czy masz na to jakiś sposób?

    J.B.: Przede wszystkim proponuję uporządkować swoją listę priorytetów i określić, co jest ważne obecnie, a co za dziesięć lat. U mnie na dalszy plan spada sprzątanie; chociaż lubię, gdy jest czysto, nie zawsze mam siłę na robienie porządków. Zmniejszam wtedy oczekiwania, gotuję dużo na raz, czasem zamrażam, zamykam zupę w słoiki lub kupuję jedzenie na wynos. Część musisz sobie odpuścić. To nieprawda, że wszystko jest równie ważne. Lekarz jest ważniejszy niż czysta podłoga.

    Obowiązki domowe dzielę na pół z mężem (i staram się wdrożyć w nie moje dzieci). Gdy nie było dzieci, jestem pewna, że tak właśnie pewnie robiliście: gotowaliście z mężem/partnerem na zmianę i tak dalej. Po urodzeniu dziecka często mamy przejmują wszystkie obowiązki domowe. Sama zaczęłam tak robić, zupełnie nie wiem dlaczego. Włączył mi się jakiś schemat kulturowy, że skoro jestem w domu, dom i wszystkie domowe kwestie spadają na moją głowę. To bez sensu. Obudziłam się dość szybko, i zauważyłam, że coś podjęło za mnie decyzję – tym czymś była kultura. Powiedziałam mężowi: „Kochanie, ty wychodzisz na dziesięć godzin do pracy, ja przez dziesięć godzin zajmuję się naszym dzieckiem (samo karmienie zajmowało mi sześć godzin). Całą resztą musimy się podzielić. Musi być obiad w domu, musi być posprzątane. Jeśli nie damy rady, potrzebujemy wsparcia”. I mąż na to przystał. Zanim to jednak nastąpiło, najpierw musiałam wyobrazić sobie co się stanie jeśli będę zajmować się wszystkim; ja się przyzwyczaję, mój mąż się przyzwyczai, a po dwóch latach nie będziemy wiedzieć, jak odkręcić sytuację w której się od siebie oddalamy, a ja jestem coraz bardziej sfrustrowana. Nie miałam na to zgody w sobie.

    I czasem tak jest, że nie jesteście w stanie poradzić sobie ani same, ani z mężem. Bywa, że w systemie, jakim jest rodzina z małym dzieckiem, brakuje zasobów. Trzeba je wtedy zaczerpnąć z zewnątrz. Mogą to być babcia, teściowa, opiekunka, pani od sprzątania czy koleżanka, która ugotuje obiad. Moja klientka, mama dwulatka, obecnie będąca w ósmym miesiącu ciąży, już nie jest w stanie stać przy kuchni. Poprosiła o pomoc swoje przyjaciółki, w rezultacie teraz ma całą zamrażarkę pierogów. Trudno było jej się przełamać, ale zdecydowała się odważyć i zadbać o siebie.

    MS: Skąd czerpać siłę do działania, gdy mamy „kryzys matkowania”?

     J.B.: Tak, czasem potrzebujemy przerwy. Cokolwiek robimy, nie możemy wykonywać tego miesiącami non stop. Potrzebujemy odpoczynku od dziecka. Oczywiście są mamy, którym trudno jest rozstać się z maluchem – i to jest okej; niech zrobią coś dla siebie z maluchem na rękach lub w wózku. Mogą wybrać się do fryzjera, na manikiur, na spacer do lasu z dzieckiem w chuście; mogą malować, czytać. Teraz jestem taka mądra, ale ja również nie robiłam tego wszystkiego dla siebie. Byłam niezwykle spięta, zajmując się pierwszym dzieckiem; teraz tego żałuję, więc nadrabiam. Rysujemy wspólnie, jeździmy na rowerach, chodzimy do kina.

    MS: Wiele mam, przebywając na urlopie wychowawczym, traci wiarę w siebie i swoje możliwości. Jak ją odzyskać?

     J.B.: To świetne pytanie. Będąc na urlopie, zajmujesz się i rozwijasz swoje kompetencje w innym, nie projektowym obszarze. Tu trudno jest mieć swoje własne sukcesy. W pracy jesteśmy przyzwyczajone do tego, że robimy coś i widzimy rezultaty, w domu ciężko to osiągnąć. Musimy na nowo zdefiniować źródło zadowolenia z siebie. Jakiego rezultatu oczekujemy. Dobrze jest też mieć jakiś swój osobisty duży cel (powrót do pracy, nauka umiejętności x, …), który może być dosyć daleki w czasie. Jeśli chcesz odzyskać wiarę w siebie, musisz zacząć działać małymi krokami, codziennie robiąc coś dla swojego celu. Najważniejsze jest systematyczne mikrodziałanie; nawyk robienia czegokolwiek na rzecz celu. Nie zawsze wiadomo co należy zrobić, wtedy warto szukać informacji, naśladować osoby, które osiągnęły sukces. Ważne też jest, żeby wiedzieć, dlaczego realizuje się właśnie ten cel. Co mi to da? Co umożliwi? I tu nie ma lepszych i gorszych odpowiedzi, trzeba mieć swoją.

    MS: Ciało po ciąży często staje się dla kobiety kompleksem. Jak walczyć z poczuciem „straty”?

     J.B.: Nie walczyć. Czasem pojawia się poczucie straty i to jest w porządku. Czasem trzeba to opłakać, wyrzucić z siebie cały żal i smutek.

    Podobnie jest z życiem sprzed ciąży; ono nie wróci – z tym również trzeba się pogodzić. Można być szczęśliwą mamą, jednocześnie pogodzoną z niedostępnością niektórych spraw.

    A ciałem trzeba się zająć. Znaleźć swoją wersję ruchu. Ja bardzo lubię krótkie zestawy ćwiczeń na You Tube i sportowe wyzwania na FB . Jeśli brakuje Ci siły, zbadaj hormony tarczycy, bierz witaminę D3.

    MS: „Potrzebna jak nigdy dotąd”, „niezastąpiona”, „zrobię to najlepiej” – jak pozbyć się takich myśli, będąc mamą?

    J.B.: Zastanów się: czy dziecko nauczyłoby się chodzić, gdyby Ciebie nie było? Wiem, że to drastyczny przykład, ale uczciwie mi odpowiedz. Oczywiście, że nauczyłoby się. Dziecko jest odrębną jednostką i odnosi swoje sukcesy. To, że nauczyło się chodzić, nie jest Twoim, mamo, sukcesem, ale osiągnięciem dziecka. Nie okradaj dziecka z jego sukcesów. Skup się na swoich dokonaniach.

    Chcemy być niezastąpione, bo chcemy czuć się ważne i potrzebne. Wiele z nas nie ma innego obszaru w życiu, w którym mogłoby się spełniać i czerpać frajdę. Bieganie, malarstwo, praca zawodowa – te wszystkie aktywności mogą stanowić źródło dumy i satysfakcji. Zajmij się nimi, a łatwo odpuścisz poczucie bycia niezastąpioną w procesie wychowywania swojego dziecka.

    Po drugie, uwierz w to, że inni ludzie także mogą nauczyć się tego, co Ty. Pozwól im popełniać błędy; uczymy się w procesie. Przestań im ułatwiać życie (głównie mężowi). Nawet jeśli za pierwszym razem zapomni picia i chrupków – poradzi sobie. Za drugim razem może będzie pamiętał. Nie mieszkamy na pustyni. Zaufaj swojemu partnerowi, czy też teściowej i uwierz, że dogada się jakoś ze swoim dzieckiem, że nie skrzywdzi go. Będzie miał dobre intencje i rozwiąże bieżące potrzeby. Twój partner jest dorosły, na pewno sobie poradzi. Wiem, że początkowo trudno w to uwierzyć i przestać gderać: „Znowu zapomniałeś chrupków/pieluch/smoczka, a przecież mówiłam…”. Pozwól mu poradzić sobie po swojemu. Twój mąż nie będzie drugą mamą – i to jest okej.

    Pamiętam, że sama nad tym pracowałam; z moją potrzebą posiadania kontroli musiałam powtarzać sobie jak mantrę: „Poradzi sobie. Każdy popełnia błędy. Przecież nie chciałabyś mieć samej siebie za męża”.

    MS: Każda z nas chce być jak najlepszą mamą. Czy istnieje mama idealna?

    J.B.: Tak, Ty nią jesteś. Każda mama, która uczy się, która jest uważna i wrażliwa na siebie i dziecko – jest idealna. Jednocześnie – nie ma jednego idealnego wzorca. Bo czy istnieje idealny kolor włosów?

    MS: Uczysz kobiety, jak stać się mamą na własnych zasadach. Czy możesz zdradzić nam kilka sposobów?

    Być uważną na siebie i innych. Wykonywać różnorodne zajęcia i czerpać z nich przyjemność. Czerpanie przyjemności traktować jako swój podstawowy obowiązek.

    Uczę się tego cały czas, starając się tak dopasowywać wykonywane czynności, by sprawiały mi radość i dostarczały coraz więcej frajdy. Ciągle też odkrywam, co daje mi frajdę. Przyjemność i satysfakcja są drogowskazami, które mówią nam o naszych preferencjach. Ewolucja przez miliony lat pracowała nad tymi drogowskazami; nie możemy ich ignorować.

    Zbudować swój świat i włączać w niego dzieci. A tak konkretnie? Lubię sadzić kwiaty. Gdy dzieci były małe, zarzuciłam to, bo nie wiedziałam, jak się zorganizować. Balkon, maluchy, zimno, brudno. Teraz angażuję również dzieci. Uwielbiają sadzić, siać, a podlewanie stało się hitem.

    Trzecia rada brzmi następująco: jeśli chcesz coś zbudować, zachowuj się, jakbyś już coś stworzyła. Gdy budowałam swoją firmę, niczego jeszcze nie było widać, bo nic nie powstało. Mimo to rezerwowałam kilka godzin dziennie – codziennie – na budowę swojej działalności. Chciałam prowadzić firmę, więc pracowałam nad nią systematycznie, przewidując na to czas. W tym czasie moimi dziećmi zajmowała się opiekunka, za którą płaciliśmy z pensji męża. Były trudne momenty, także finansowo, musiałam być wytrwała.

    Jeżeli czujesz, że jest źle, Tobie, albo Twojemu dziecku – zrób coś z tym. Nie daj sobie wmówić, że Twoja intuicja się myli, albo że jest dobrze. Szukaj pomocy, sprawdzaj informacje, dopóki nie zrozumiesz, co się dzieje, a być może dopóki nie znajdziesz specjalisty (lekarza), który wzbudzi Twoje zaufanie. Jeśli frustrujesz się od trzech minut – zrób coś z tym. Frustracja jest sygnałem, że coś nie działa. Może musisz popracować ze swoimi oczekiwaniami? Może musisz zrobić sobie dzień wolny od dzieci? A może powinnaś porozmawiać z bliskimi o odciążeniu Cię w określonym zakresie?

    Bardzo dziękuję za rozmowę Asiu!

    Właśnie rusza kolejna edycja kursu Joanny Baranowskiej – MAMA BEZ FRUSTRACJI I POCZUCIA WINY, czytelniczki bloga Mama Space mogą nabyć go ze specjalną zniżką. Normalnie kurs kosztuje 297 zł, cena dla czytelniczek Mama Space to 167 zł. Wystarczy, że wejdziesz na stronę kursu MAMA BEZ FRUSTRACJI I POCZUCIA WINY i w miejscu na kod rabatowy wpiszesz hasło: teraz ja. Gorąco polecam!

    Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj na strony Joanny Baranowskiej:

     

    Dodaj komentarz

    4 komentarzy do "Najczęstsze problemy mam! Rozmowa z coachem mam Joanną Baranowską"

    Powiadom o
    avatar
    1000
    Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
    Gosia
    Gość

    świetny wywiad, miło się czyta, pozdrawiam:)

    Gulbaska
    Gość

    Super wywiad 🙂

    Margaritka
    Gość

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia, do niektórych dochodzi się samemu z czasem lub z gdy ilość dzieci się zwiększa, ale potrzebujemy też sobie przypominać że nasze życie i życie naszych dzieci mimo tego że splecione ściśle ze sobą są jednak odrębne. Pozdrawiam serdeczni 🙂

    wpDiscuz