• Mamy zdanie
  • Wojna matek z matkami, czyli dlaczego ze sobą walczymy?

    Wojna matek z matkami to temat coraz częściej poruszany. Sama obserwuję negatywne zjawiska w grupach dla mam, dlatego również postanowiłam zabrać głos. Walczymy ze sobą przede wszystkim o rację, choć każda z nas ma prawo do swojej, jednak forma w jakiej wyrażamy swój sprzeciw pozostawia wiele do życzenia. Dlaczego walczymy zamiast się wspierać?

     

     

    Matka matce wilkiem

    Należę do kilku grup dla mam i często obserwuję różne dyskusje. Dziewczyny kłócą się zażarcie, atmosfera podnosi się z minuty na minutę, w końcu zaczyna się ubliżanie. I wtedy myślę sobie, ale o co chodzi?

    Czy różnica zdań w kwestii – dawać czy nie dawać dzieciom parówki – jest dobrym powodem do tego, aby nazwać inną matkę tak, jak samemu nie chciałoby się usłyszeć? Czy nie można wyrazić swojego zdania, bez oceniania innych i ostrej krytyki? Czy zamiast: „Nie daję parówek, bo dużo się mówi, że są niezdrowe, a chcę jak najlepiej zadbać o swoje dziecko” trzeba pisać: „Parówki to syf! Jak możecie karmić tym swoje dzieci? Co z Was za matki!”. Czy nie można wyrazić swojego zdania bez ostrej krytyki czy dodawania prześmiewczych minek? Naprawdę? Moim zdaniem czyjś rzeczowy komentarz jest dużo bardziej przekonujący niż rzucane epitety, ostra krytyka i dziwne minki. Czy naprawdę musimy zamieniać nasze frustracje w satysfakcję z poniżania i wyśmiewania innych?

    Grupy „wsparcia”

    Grupy dla mam to z założenia grupy wsparcia, tylko, że często okazuje się, że tego wsparcia lepiej szukać gdzie indziej, bo w grupach dla mam jest go jak na lekarstwo.

    Pierś kontra butelka, poród naturalny kontra cesarka, „słoik” kontra zupa, słodkie dzieciństwo kontra cukier samo zło, bajki tak czy nie, matka pracująca kontra matka na wychowawczym, szczepić czy nie szczepić. Tematy można by mnożyć, tylko dokąd prowadzi taka niezdrowa konkurencja? Moim zdaniem donikąd.  Wyścig szczurów wkrada się do kolejnej dziedziny życia, tylko po co? Przecież każda z nas jest inna, ale w gruncie rzeczy mamy ze sobą wiele wspólnego. Podobne problemy, wiele wspólnych tematów, a tym co łączy wszystkie matki jest miłość do dzieci i troska o ich dobro. Czyli właściwie chodzi nam o to samo, a przecież błędy popełnia każda z nas.

    Złote rady

    Złote rady nie istnieją, to co sprawdza się w przypadku jednego dziecka, nie musi się sprawdzić w przypadku drugiego. A może powinnyśmy pytać u źródła? Zasięgnąć porady u dobrego pediatry, specjalisty od karmienia, fizjoterapeuty czy zwyczajnie przeczytać kilka książek, wówczas mogłoby się okazać, że wiele wątpliwości zniknie.

    Wiele mówi się o wyścigu szczurów, który mam wrażenie wkrada się do kolejnego obszaru naszego życia. Ścigamy się, aby być lepsze od innych, mieć lepszy wózek, zabawki, tylko czy tego chcemy nauczyć nasze dzieci? Czy tego, że o wartości człowieka decyduje to jaki jest, a prawdziwa tolerancja polega na zrozumieniu faktu, że osoby o innych poglądach nie trzeba niszczyć, ani z nią walczyć, ale uszanować. Idziemy z postępem, ale w kwestii tolerancji dużo mamy jeszcze do nadrobienia.

    Agnieszka Stein w swojej książce „Dziecko z bliska” używa określenia wystarczająco dobra matka dodając, że większość z nas nimi jest. Kochane mamy łączcie się!

    Dodaj komentarz

    4 komentarzy do "Wojna matek z matkami, czyli dlaczego ze sobą walczymy?"

    Powiadom o
    avatar
    1000
    Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
    Lena
    Gość
    Myślę, że to bierze się stąd, że jesteśmy mało dowartościowane w swoich środowiskach. Kolejna sprawa – wychowywanie w domach, gdzie łatwiej krytykować, niż powiedzieć coś pozytywnego, albo nad tym pozytywem trzeba się napracować po łokcie. Tak mi się wydaje, że wtedy na innych przerzucamy ten nasz wewnętrzny smutek w taki a nie inny sposób. Generalnie – myślę, że to brak pochwał i poczucia własnej wartości. Ostatnio byłam świadkiem takiego obrzucania błotem 20 letniej dziewczyny, która urodziła dziecko z wpadki, jest teraz nie z ojcem dziecka, tylko z kimś innym i to na partnerze bardziej jej zależy niż na dziecku. Oczywiście,… Czytaj więcej »
    Basia | Smart Nest
    Gość

    O rety jak ja bardzo się z Tobą zgadzam. To jest straszne jak kobiety na siebie napadają, jak oceniają i bezlitośnie krytykują. To każdego indywidualna sprawa jak wychowuje i co podaje swojemu dziecku. Ja wyznaję zasadę, że najważniejszy jest umiar i równowaga. Nie należę do żadnego nurtu i robię tak jak czuję, że jest najlepiej dla mojego dziecka i mojej rodziny. Szkoda, że kobiety zamiast się wspierać, ranią się wzajemnie idiotycznymi komentarzami.

    wpDiscuz