• Wywiad
  • Jak wychowują dzieci najszczęśliwsi ludzie na ziemi, czyli macierzyństwo po duńsku (cz. 2)

    Zapraszam Was na drugą część wywiadu z Moniką Żak – polską mamą mieszkającą w Danii. Tym razem dowiecie się m.in. jak wygląda duński system edukacji, na czym polega idea leśnych przedszkoli. Będzie również o wsparciu i duńskim przepisie na szczęście, czyli hygge. 


    fot. arch. pryw. Moniki Żak

    W pierwszej części wywiadu rozmawiałyśmy m.in. o tym, czym różni się duńskie podejście do wychowania od polskiego. Powiedz proszę, w  jakim duchu starasz się wychowywać swoje dzieci? Bliżej Ci do podejścia Dunek czy Polek?

    Pierwsze dziecko wychowywałam na początku „po polsku”. Córka wychodziła na spacery pięknie ubrana: w białe rajstopki, lakierowane pantofelki. Nie mogła się w związku z tym brudzić czy też biegać za szybko, bo mogłaby się przewrócić. Nie wypadało jej krzyczeć, gwizdać, bawić się patykami, bo dziewczynce takie zachowanie nie przystoi. Z biegiem lat, dzięki przeczytanym książkom, intuicji i osobistym doświadczeniom, stworzyłam własny model macierzyństwa.

    Dzisiaj z perspektywy kilkunastu lat życia córki – mogę powiedzieć, że bycie wierną sobie, traktowanie zarówno małej dziewczynki, jak i nastolatki, jak człowieka, czyli w sposób bezpośredni i osobisty – sprawdziły się. Mój pomysł na relację z córką był dobry dla niej i dla mnie, a w jego realizacji pomogły mi inspirujące książki Janusza Korczaka i Jespera Juula.

    Syna wychowuję zdecydowanie bardziej po duńsku – bliżej natury i jako człowieka z prawem do własnego zdania oraz jego pomysłów na zabawę. Biega po deszczu i kałużach od rana do nocy. Brudzi się, ile chce i kiedy chce. Bawi się w błocie. Czas wolny spędza na zabawie w pobliskim parku, ZOO, lesie, muzeum, bibliotece czy na plaży. Ze spacerów przynosi do domu kamienie, patyki, piórka, muszelki oraz dużo błota, piasku i książek wypożyczonych z biblioteki.

    Córka, oprócz drewnianych zabawek wykonanych przez dziadka i kupionych w sklepiku krakowskiej firmy BAJO; miała mnóstwo modnych, drogich i plastikowych zabawek. Syn bawi się drewnianymi zabawkami odziedziczonymi po siostrze, a także drewnianymi samochodami, kolejką, klockami i patykami… oraz oczywiście klockami LEGO, czyli ikoną duńskiego dizajnu.

    Poza tym, zarówno córka, jak i syn, kochają czytać książki, a to jest dla mnie bardzo ważne. W Danii książki są bardzo drogie, a mimo to duńskie wskaźniki czytelnictwa należą do najwyższych w Europie.

    Duńskie dzieci mają mniej zabawek niż dzieci w Polsce. Mają dużo książek. Często odwiedzają także szkolne oraz miejskie biblioteki, bardzo przyjazne dzieciom i całym rodzinom. Już w przedszkolu dba się o edukację czytelniczą dzieci. Syn otrzymał książkową wyprawkę w przedszkolu, a ukochana pani pedagog wypożycza mu polskie i duńskie książki do poczytania w domu.


    Dzieci w Miejskiej Bibliotece nie tylko czytają i wypożyczają książki, ale także bawią się ikonami duńskiego dizajnu. Fot. arch. pryw. Moniki Żak


    Biblioteka Miejska to miejsce zabaw dla dzieci. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    W Danii ważna jest nasza rodzina i czas spędzany razem.  Szanujemy też indywidualność oraz integralność każdego z osobna, a to jest bliskie wartościom duńskim.

    Czy duńskie mamy wspierają się wzajemnie czy podobnie jak polskie toczą ze sobą „wojny matek” licytując się, która z nich jest lepsza?

    Mamy kierowane są przez położne do lokalnych grup wsparcia i tam nawiązują znajomości i przyjaźnie z innymi mamami na okres macierzyństwa, a nawet całe życie. Bardzo popularne są grupowe spotkania mam na mieście w kawiarni raz w tygodniu około południa, czyli na duński „frokost”.

    Mamy spotykają się wraz z dziećmi, chodzą na basen albo na gimnastykę do parku. Często dołączają także ojcowie, którzy chętnie przejmują opiekę nad dziećmi. Uczestniczą również grupach wsparcia oraz integracyjnych spotkaniach. Nie słyszałam o rywalizacji czy o wojnach…

    Sama miałam wsparcie w duńskim tacie na urlopie rodzinnym oraz w międzynarodowej grupie mam, do której należałam będąc na wychowawczym.

    Czy duńska mama ma jakieś wsparcie ze strony Państwa?

    Duńskie mamy otrzymują bezpłatną opiekę medyczną przez cały okres ciąży i porodu. Mają również zapewnioną darmową domową opiekę położnej po porodzie. Odwiedza ona mamę i dziecko raz w tygodniu przez pierwszy miesiąc po porodzie, a później co miesiąc aż do 4-go miesiąca życia dziecka. Następnie opiekę nad mamą oraz dzieckiem przejmuje lekarz rodzinny z przychodni. Po 8 tygodniach od porodu położna przeprowadza mamie test na temat depresji poporodowej.

    Mamy w Danii mogą liczyć na wsparcie finansowe ze strony państwa: darmowe i zalecane szczepienia dziecka, zgodne z duńskim kalendarzem szczepień; bezpłatną opiekę medyczną oraz stomatologiczną dla dziecka do 18-go roku życia. Otrzymują również pieniądze tzw. „bornepenge”, czyli 500 plus na każde dziecko.

    Duńskie dzieci mają darmowe przejazdy pociągami do 11-go roku życia, bezpłatne wstępy do większości muzeów do 17/18-go roku życia. Otrzymują bezpłatnie książki do szkoły, ćwiczenia, zeszyty, teczki, a nawet ołówki do pisania. Duńskie dzieci nie piszą piórami czy długopisami.

    Jak szybko duńskie mamy wracają do pracy i jak godzą pracę z opieką nad dziećmi?

    Dunki chętnie zostają z dzieckiem cały przysługujący im okres płatnego urlopu macierzyńskiego, czyli 46 tygodni. Opiekę nad dzieckiem przejmuje wtedy tata lub instytucja prywatna lub państwowa.

    Opiekunka w postaci ukochanej babci lub wynajętej niani to rzadkość w Danii. Dzieci spędzają często w żłobku lub przedszkolu czas od godziny 6/7.00 nawet do 17/18.00.

    W jakim wieku duńskie dzieci idą do przedszkola i jak wygląda ich edukacja? Ile lat mają, gdy idą do szkoły?

    Duński system opieki i edukacji jest według mnie bardzo elastyczny i dobrze zorganizowany. Od pierwszego miesiąca życia do 16-go roku życia dziecko może być częścią systemu opieki i edukacji.

    Od miesiąca 0 do 2 lat i 9 miesięcy może korzystać ze żłobka w 3 opcjach:

    1). „Dagpleje”, czyli prywatna opieka odbywająca się w domach opiekunek. Grupy są zazwyczaj małe, od 4 do 10-12 dzieci. Opiekunki nie muszą mieć kwalifikacji, ale muszą mieć własny dom i mówić biegle po duńsku. Często opiekują się w tym samym czasie własnym dzieckiem/dziećmi.

    2). Żłobek

    3). Instytucja zintegrowana, czyli 2 w 1: połączenie żłobka i przedszkola, w którym dziecko może przebywać do 5 lat i 3-8 miesięcy.

    Taką opcję ja wybrałam dla syna i jestem bardzo zadowolona. Miejsce, do którego uczęszcza mój syn jest małe. Jest tutaj maksymalnie 50 dzieci, które bawią się razem. Syn zaczynał w żłobku w grupie 12 dzieci, którymi opiekowało się 3 pedagogów. Następnie przeszedł do sali przedszkolnej obok i został przedszkolakiem. Grupą liczącą około 20 dzieci, opiekuje się 2 pedagogów oraz kilku asystentów i studentów będących na stażu. Grupy przedszkolne są mieszane pod względem wieku.

    Przedszkolaki to dzieci w wieku od 2 lat i 10 miesięcy do 5 lat 3 miesięcy – 6 lat, młodsi uczą się od starszaków, a starsze dzieci opiekują się młodszymi.

    Grupa przedszkolna spędza czas także z dziećmi ze żłobka. Bawią się razem na placu zabaw, wspólnie przygotowują posiłki: warzywa kroją nożem już 1,5-roczne dzieci, smarują chleb smarowidłami, pieką jedzenie na patykach przy ognisku.


    Ogród – plac zabaw w miejskim przedszkolu na wyspie Fionia. Na ognisku przedszkolaki pieką chleb i gotują zupy na przedszkolny obiad. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    Edukacja szkolna zaczyna się zaskakująco w niektórych gminach Danii już w marcu. Dziecko w wieku od 5 lat i 3 miesięcy (rocznikowy 6-latek) przechodzi z przedszkola do wiosennego „SFO ” i zaczyna naukę w klasie „0” przy podstawowej szkole rejonowej bądź prywatnej/społecznej szkole.

    Od marca do sierpnia dziecko przyzwyczaja się do systemu szkolnego. Uczy się odpowiedzialności za swój plecak szkolny, ćwiczy koncentrację.

    Rok szkolny zaczyna się w połowie sierpnia, a kończy w ostatnim tygodniu czerwca. Nauka w szkole podstawowej „grundskole” trwa 10 lat (0-9 klas), ale dziecko może uczyć się dalej w 10 klasie. Następnie nastolatek może podjąć pracę lub kontynuować naukę. Do wyboru ma szkołę zawodową, roczną szkołę specjalistyczną o profilu: tanecznym, wokalnym, harcerskim, konnym lub innym. Może również rozpocząć naukę w 3-letnim liceum, by następnie studiować.

    System zachęca do nauki. W szkołach doradzają profesjonalni doradcy zawodowi. Jeden dzień w tygodniu to dzień praktyk, czyli rozmaitych zajęć praktycznych, np.: dzień gotowania lub wycieczek do zakładów pracy.

    Mało jest zadań domowych, a wiele długich projektów zespołowych wykonywanych w szkole. Popołudnia uczniów należą do spotkań rodzinnych i z przyjaciółmi, uprawiania sportów, aktywności w klubach sportowych i harcerstwie (bardzo popularnym w Danii) oraz dziecięcej zabawy.

    Aby zmotywować Duńczyków do kontynuowania nauki i studiowania po 18 roku życia rząd daje im możliwość ubiegania się o bezzwrotne stypendia w wysokości około 5 tysięcy koron duńskich na miesiąc (oczywiście po spełnieniu określonych warunków).

     

    Wiem, że w Danii narodziła się idea leśnych przedszkoli czy są one tam popularne, czy przeważają tradycyjne przedszkola?

    Przedszkole syna w dużym, duńskim mieście nie jest przedszkolem leśnym, ale w porównaniu z tym, do którego uczęszczała córka w Krakowie jest!

    Dzieci mają do dyspozycji duży ogród z pagórkami, miejscem na ognisko, drewnianym placem zabaw. Co najmniej 2 godziny dziennie spędzają na świeżym powietrzu. Dotyczy to również dni, gdy wieje, pada deszcz, śnieg czy grad.


    Duńskie przedszkole w centrum miasta –  fragment placu zabaw. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    Normą są wycieczki do zoo, parku, palenie ogniska na terenie ogrodu i przyrządzanie w ten sposób zupy lub całego obiadu. Bawią się drewnianymi zabawkami, obserwują przyrodę, mają mini ogródek warzywny i ogród z krzewami owocowymi. Biegają boso, bez czapek, gdy tylko zaświeci słońce. Latem kąpią się w strojach kąpielowych, w rozłożonym ogrodowym basenie. Gdy pada deszcz lub wieje wiatr noszą odpowiednie kombinezony „flyvedragt” lub „regnetøj” oraz czapki typu kominiarki „elefanthue” i termoaktywne kalosze (a nie eleganckie skórzane kozaki).


    Duńska pogoda nie przeszkadza przedszkolakom w spacerach, wystarczy odpowiedni strój.
    fot. arch. pryw. Moniki Żak

    Publiczne przedszkola w Danii wyglądają dzięki drewnianej infrastrukturze i zielonemu otoczeniu, jak przedszkola w lesie.

    Duńska pedagogika i zasady, którymi się kierują w przedszkolach jest bliska naturze. Nakierowana jest na towarzyszenie dziecku w rozwoju przez doświadczanie i bycie blisko przyrody. Duże ogrody z drzewami mieszanymi i owocowymi, pagórki z zagajnikami, drewniane zabawki, budynki ekologiczne oraz dużo błota, piachu i zabawy!


    Ogród – plac zabaw w miejskim przedszkolu na wyspie Fionia. Nauka przyrody –  przedszkolaki poznają pająki. Fot. arch. pryw. Moniki Żak


    Fragment placu zabaw w miejskim przedszkolu na wyspie Fionia. „Prawdziwa” nauka jazdy na rowerze z przyczepką przez dzieci w przedszkolu. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    W Polsce bardzo popularne są przedszkola i szkoły Montessori. W Danii niewiele osób słyszało o Marii Montessori. Tak wygląda po prostu duński model wychowania przedszkolnego. Ale ponad 70 prywatnych przedszkoli w Danii to przedszkola wychowujące zgodnie z postulatami Rudolfa Steinera.

    Leśne przedszkola w Danii nazywane są naturalnymi. Z ciekawszych aktywności w takich przedszkolach należy wymienić: letnie, nawet miesięczne obozowiska w lesie, mieszkanie w namiotach, łowienie ryb w stawie i przyrządzanie ich na obiad na ognisku, przeprowadzanie sekcji zwłok zwierząt, oglądanie porodu zwierząt domowych. Na terenie ogrodu przedszkola naturalnego dzieci hodują zwierzęta domowe i gospodarskie, uprawiają rośliny, z których potem przygotowują posiłki.

    W takich przedszkolach jadłospis jest często wegetariański, a nawet wegański; dzieci w ogóle nie używają sprzętu multimedialnego, telefonów, tabletów, nie oglądają filmów.

    Czytałam niedawno książkę I. Sandahl i J. Alexander – „Duński przepis na szczęście” i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał duński styl wychowania i podejścia do życia. Czy rzeczywiście Duńczycy są takim szczęśliwym narodem pielęgnującym hygge?

    Słowo „hygge” wywodzi się z języka norweskiego, ale to Duńczycy hyggują najlepiej na świecie! Duńczycy mówią „Vi hygger os”, co można przetłumaczyć jako „dobrze się bawimy”. Duńskie hygge to jednak według Duńczyków poczucie bezpieczeństwa. Takie poczucie najłatwiej uzyskać we własnym domu, wśród rodziny i bliskich. Hygge to nie dyscyplina jednoosobowa, ale bycie razem w grupie.

    Hygge w miejskim parku. Od wiosny do jesieni Duńczycy piknikują w parkach. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    Rodzinni Duńczycy czas hygge spędzają jesienią i zimą we własnych domach oraz mieszkaniach. Wiosną i latem czas upływa na brzegu morza, nad fiordem w wakacyjnych domach zwanych „sommerhus” oraz na popołudniowych lub weekendowych piknikach w ogrodzie, parku czy też na plaży. W domach powinno być „hyggeligt”, czyli przytulnie i ciepło. Brak słońca w pochmurne dni kompensują licznymi źródłami ciepłego światła: lampy w oknach, naturalne świeczki i światełka wokół domu, a chłód – miękkimi, naturalnymi tkaninami i materiałami – drewnem, skórami.

    Duńczycy są szczęśliwi z kilku powodów. Po pierwsze historia przez ostatnie stulecia nie doświadczała ich kraju wojnami, większą biedą czy kryzysami. Jako kolejny mogę wskazać życie tu i teraz. Następny powód to idea równości wszystkich. Nie ja, lecz my. Związana jest ona z Prawem Jante „Janteloven” – pojęciem stworzonym 85 lat temu przez norweskiego pisarza pochodzenia duńskiego Aksela Sandemose’a w książce „Uciekinier w labiryncie”.

    Społeczeństwo duńskie jest jednolite i żyje bardzo świadomie, na podobnym poziomie. Nie ma zawiści czy też zazdrości w stosunku do sąsiada. Wszyscy Duńczycy jeżdżą na rowerach, nawet ministrowie, i płacą bardzo wysokie podatki.


    Duńczycy jeżdżą na rowerze przez cały rok, nawet zima ich nie przeraża. Fot. arch. pryw. Moniki Żak

    Wszyscy otrzymują bezpłatne szkolnictwo, także na poziomie wyższym i opiekę medyczną. Wiedzą, co czeka ich na emeryturze w wieku 67 lat: kilka/kilkanaście tysięcy koron emerytury i bardzo dobry system opieki zdrowotnej i społecznej. Czym się zatem martwić? Po co się martwić?

    Myśląc o moim życiu w Polsce uważam, że ja od zawsze „hyggowałam”.

    Moja rodzina w Polsce ma domek w górach, w którym spędzaliśmy każdy weekend. Zimowe wieczory w czasie świąt czy ferii przy rozpalonym kominku lub piecyku typu koza. Siedzieliśmy w fotelach pokrytych miękkimi baranimi skórami, wełnianymi pledami i kocami z książką, kubkiem gorącej herbaty lub grając w gry planszowe. Lubię spędzać czas w gronie bliskich, rodzina jest dla mnie wartością. Tworzenie przytulnej i bezpiecznej atmosfery dla rodziny oraz życie w wolniejszym, ekologicznym stylu jest mi bliskie od dawna, dlatego tak dobrze czuję się w Danii.

    Zapraszam do Danii – raju dla rodzin z dziećmi!

    Poza słynnymi miejscami jak: Legoland w Billund i Tivoli w Kopenhadze, Dania oferuje kilkaset atrakcji w postaci inspirujących muzeów. Ponadto ciekawe parki rozrywki w stylu polskich parków Energylandia lub Legendia znaleźć można w wielu gminach na Półwyspie Jutlandzkim i na wyspie Zelandia. Wyjątkowo przyjazna rodzinom jest infrastruktura w parkach miejskich i liczne piękne place zabaw, wokół których można piknikować na trawie. Nie widziałam w Danii napisu: nie deptać trawy!

    Bardzo dziękuję za niezwykle ciekawą rozmowę!

    Monika Żak – Polka na kolejnej emigracji, tym razem na duńskiej wyspie. Kiedyś mieszkała na Wyspach Karaibskich i na wyspie Krk w Chorwacji. Realizuje swoje marzenia krok po kroku: przepłynęła Atlantyk zimą, Kanał Panamski latem i Mamry w czasie burzy. Zawsze chciała mieszkać nad morzem i mieszka.

    Promotorka kultury polskiej w Danii, aktywistka polskiej oraz międzynarodowej społeczności w Danii.

    Zgodnie z życiowym mottem: „Robię to, co lubię. Lubię to, co robię.” Od wielu lat wymyśla i prowadzi warsztaty, grupy rozwoju i wsparcia dla kobiet oraz dzieci. Lubi się uczyć i uważa, że najlepiej uczyć się od mądrych kobiet. A najprzyjemniej w grupie! Dlatego stworzyła pierwszy Klub Polki w Danii i wymyśliła projekt edukacyjny POLKA OK dla kobiet w Danii. Grupowe Warsztaty Rozwojowe, Dyskusyjny Klub Polki, projekt #Bank Talentów Polek w Danii to przestrzeń dla Polek, które chcą spotykać inne pozytywne Polki i czerpać od siebie nawzajem, wspierać się na emigracji w Danii.

    Zaprasza na stronę o życiu Polki w Danii www.klubpolki.pl oraz na fanpejdże lokalnych organizacji społecznych w Danii: Klub Polki w Odense i POLKA OK, a także na seminaria inspirujące Family-Lab, które prowadzi w Danii oraz Polsce.

    Zawodowo: kobieta wielu życiowych ról. Trenerka Family-Lab International www.family-lab.pl/monika-zak/ , mentorka, działaczka społeczna, autorka warsztatów dla dzieci i rodziców. Przekazuje tylko sprawdzone, konkretne i skuteczne narzędzia do zmian, które przetestowała na sobie. Współpracuje w Danii z lokalnymi organizacjami społecznymi i rządowymi, z Ambasadą RP w Kopenhadze i Ministerstwem Spraw Zagranicznych.

    Prywatnie: pasjonatka rozwoju osobistego, podróży kulturowych z rodziną, matka dwójki. Uzależniona od czytania książek i zwiedzania muzeów.

    Jeśli nie czytałyście pierwszej części wywiadu znajdziecie ją TUTAJ. A jeśli jesteście ciekawe, jak żyją mamy w innych krajach to pozostałe wywiady z cyklu „Polska mama na emigracji” możecie przeczytać TUTAJ.

    Jesteś mamą mieszkającą poza granicami kraju i chciałabyś opowiedzieć o swoim macierzyństwie na moim blogu? Napisz do mnie na: kontakt@mamaspace.com.pl lub skorzystaj z formularza kontaktowego na stronie.

    Dodaj komentarz

    1 Komentarz do "Jak wychowują dzieci najszczęśliwsi ludzie na ziemi, czyli macierzyństwo po duńsku (cz. 2)"

    avatar
    1000
      Subscribe  
    najnowszy najstarszy oceniany
    Powiadom o
    Edyta
    Gość

    Bardzo ciekawy wywiad!
    Mieszkam też w Danii i cieszę się że Monika opowiedziała o tym jak wygląda macierzyństwo i wychowanie dzieci w Danii.
    Moje wszystkie dzieci wychowują się w Danii i bardzo mi się podoba duński system.
    Korzystaliśmy z opieki opiekunki państwowej, żłobka, przedszkola a teraz szkoły.

    I ogromne wyrazy uznania dla Moniki, która szerzy polskość na ziemi duńskiej i wkłada ogrom serca w swoją dzielnością, która przynosi i przyniesie wspaniałe owoce.