• Wywiad
  • Jak rozmawiać z dziećmi na tematy trudne? 6 pytań do psychologa

    Przychodzi taki moment w życiu każdego rodzica, kiedy dziecko zaczyna zadawać pytania “trudne”, przychodzi również taki, kiedy trzeba malucha wyczulić na pewne kwestie, przestrzec. Często nie wiemy jak rozmawiać, jakich udzielać odpowiedzi, by nie powiedzieć o jedno słowo za dużo lub za mało i wytłumaczyć odpowiednio do wieku. Postanowiłam spytać psychologa, terapeutkę dzieci i młodzieży, autorkę platformy terapeutycznej bialeminuty.pl Aleksandrę Salwę o to, jak rozmawiać z dziećmi na tematy trudne. Oto co usłyszałam w odpowiedzi.

    Aleksandra Salwa psychologMama Space: Zacznijmy od początku dziecko pyta: „Mamo, skąd się biorą dzieci? Gdzie byłem, jak mnie jeszcze nie było na świecie?” Co mówić i w jakim wieku możemy się spodziewać takich pytań?

    Aleksandra Salwa: Pytanie o to skąd się wziąłem tu gdzie jestem to podstawowe pytanie egzystencjalne. Już trzylatek może przejawiać zainteresowanie tym tematem. Pytanie to jednak nie ma nic wspólnego z seksem. Wielu rodziców miga się od tego rodzaju pytań, udaje, że ich nie słyszy, w obawie, że dziecko zacznie drążyć. Spokojnie, na pytania o seks przyjdzie jeszcze czas. Na tym etapie, wystarczy zazwyczaj, krótka i rzeczowa odpowiedź, która jest zgodna z prawdą. Na przykład „Kochanie, wziąłeś się z miłości.” Ciekawość trzylatka to uspokoi, a następnego dnia powędruje do przedszkola dumny, że jest owocem miłości mamy i taty.

    Czterolatek będzie już mocno zainteresowany tematem rozmnażania i ciała. Jego pytania będą mocniej skonkretyzowane, ale także tutaj zainteresowanie ciałem nie ma nic wspólnego z seksem. Należy cierpliwie i na poziomie dziecka odpowiedzieć. Wsłuchać się w zadane pytanie i możliwie konkretnie i rzeczowo na nie odpowiedzieć. Takie pytania nie powinny nas przerażać, a często właśnie tak się dzieje. Czterolatek nie oczekuje od nas wykładu o dokładnej strukturze aktu seksualnego. Wystarczy mu informacja o tym, że zanim pojawił się na świecie przebywał w brzuchu mamy. To czas intensywnego doszukiwania się podobieństw i różnic u obu płci, eksplorowania ciała swojego oraz płci przeciwnej, zauważania odmienności anatomicznych. Te naturalne skłonności znajdują odbicie w zadawanych pytaniach.

    Pięciolatek w swojej ciekawości poznawczej wróci do sprawy przychodzenia na świat. Skoro ma już dwie podstawowe informacje o tym, że jest owocem miłości i wcześniej przebywał w brzuchu mamy będzie teraz zainteresowany jak się tam dostał i którędy się stamtąd wychodzi.

    Sześciolatek będzie wręcz zafascynowany ciążą, tym skąd się wziął w brzuchu mamy oraz jaka jest rola taty w powstaniu nowego życia. Także tutaj nie należy bać się odpowiedzi. Zawsze należy dialog z zainteresowanym dzieckiem podjąć. Nie wolno tematów trudnych zamiatać pod przysłowiowy dywan. To właśnie w tym okresie dziecko chłonie informacje, jest otwarte na różne wzorce myślenia, perspektywy. Dzięki szczerej rozmowie, dopasowanej do wieku dziecka mamy szansę wychować człowieka, który będzie świadomie podejmował decyzje dotyczące swojego życia seksualnego. To jest prawdziwa wartość. To jest dobry moment, aby pewne pojęcia wprowadzić, aby weszły do naturalnego porozumiewania się. Dzieciom trzeba mówić otwarcie, że seks to bardzo bliskie spotkanie dwojga ludzi w intymnej sytuacji, że jest przyjemny i wiąże się z miłością.

    MS: Czy wychodzić samemu z inicjatywą rozmowy na ten temat, czy poczekać aż dziecko samo zacznie pytać?

    A.S.: Osobiście jestem zdania, że nie czekać. W codziennym życiu znajdziemy tak wiele okazji do rozmów, które przybliżają nas do tematu seksualności, że – ośmielę się stwierdzić – będzie ogromną stratą z nich nie skorzystać. Skoro na co dzień cierpliwie tłumaczymy dziecku świat, dlaczego nie mielibyśmy objaśniać mu kwestii związanych z seksualnością. W gruncie rzeczy taka rozmowa rozpoczyna się od dialogu o kobiecości i męskości, rolach przypisanym obu płciom, naturalnym procesie dojrzewania. Bodźcem może być reklama w telewizji albo zaawansowana ciąża sąsiadki z góry. Już tutaj zaczyna się ważna dyskusja, która odpowiednio ukierunkowana jest szansą na zbudowanie solidnego fundamentu pod świadome decyzje. Najgorsze co możemy zrobić to rozbudzić w dziecku poczucie winy z powodu zainteresowania sprawami seksu. To może mieć ogromne konsekwencje w przyszłości. Nasze dziecko musi wiedzieć, że cokolwiek się dzieje, rodzic jest tą osobą, z którą można porozmawiać bez wstydu i skrępowania. Bo z kim innym miałoby niby rozmawiać?

    Zachęcam do autorefleksji. Jeśli dzieje się tak, że jest mi trudno otwarcie rozmawiać o seksualności z własnym dzieckiem, skąd się to bierze? A jeśli chodzi o sprawy seksu – czego się obawiam? Dlaczego rozmowa na ten temat wiąże się z tak ogromnym lękiem?

    MS: Coraz częściej mówi się o tym, że należy uświadamiać maluchy, co to jest „zły dotyk”. Jak powinna wyglądać taka rozmowa? Co mówić, a czego nie mówić i w jakim wieku zacząć rozmawiać? 

    A.S.: Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy jest to pytanie o intymne granice kontaktu. Te zaś kształtują się naturalnie w procesie rozwoju poprzez sumę różnych doświadczeń. Proszę zobaczyć, że, w którymś momencie nastoletnie już dziecko zaczyna się wstydzić swojej nagości, ma także trudność z przeżywaniem cielesności i seksualności swoich rodziców. Pojawiają się z jego strony wymagania, aby pukać do pokoju, w którym przebywa czy nie wchodzić do łazienki. To efekt naturalnej autonomizacji. Nastolatek stawia jasne granice, mówiąc co jest a co nie jest w porządku. Zdaje sobie sprawę, że pewne zachowania są wykroczeniem. A skąd to wie? Z wcześniejszych doświadczeń właśnie.

    Tymczasem dziecko tych naturalnych barier nie ma wbudowanych. Dopiero uczy się co wypada, a czego nie wypada. Jeśli ma dużo szczęścia i wspierający dom stopniowo będzie dowiadywać się, że istnieją strefy, których dotykanie możliwe jest jedynie w intymnych sytuacjach. Podobnie jak przed chwilą, sądzę, że najlepszym tłem do takiej dyskusji będą sytuacje naturalne. Społeczna kampania w telewizji, uliczne protesty czy przemarsze. A może wspólna kąpiel albo długie niedzielne przedpołudnie kiedy wspólnie wylegujemy się w łóżku przytulając i całując. Dziecko w takich intymnych sytuacjach może zadawać pytania. I ma nadzieję otrzymać odpowiedź. I ważne, żeby tego zaufania nie zawieść. Niech rozmowa trwa tak długo dopóki dziecko nie uzna, że temat został wyczerpany. A czasem w takiej właśnie sytuacji warto temat samodzielnie zainicjować. Dziecko powinno wiedzieć i czuć, że jego ciało stanowi integralny element jego osoby. To w jaki sposób się z nim obchodzi, jak je traktuje (zarówno ono jak i inni ludzie, którzy znajdują się w bliskim sąsiedztwie) ma niebagatelny wpływ na to, w jaki sposób myśli o sobie i przeżywa siebie. Cierpienie fizyczne, przemoc, gwałt czy przedwczesne rodzenie dzieci to nie są tematy zarezerwowane „na później”. Później, możemy co najwyżej przeżyć frustrację związaną z faktem, że na rozmowę jest za późno.

    Tymczasem rozmawiając na tematy trudne zapewniamy sobie jeszcze jeden ważny przywilej w kontakcie z dzieckiem. Skoro nie ma między nami tematów tabu, bo zwyczajnie nie istnieją, mogę jako matka czy ojciec być pewna/pewien, że moje dziecko opowie mi o tym kiedy ktoś bezpieczne granice naruszy. Budujemy relację, która z pewnością zaprocentuje.

    MS: Jak uczyć dzieci ostrożności wobec obcych, aby nie przestraszyć i nie zniszczyć dziecięcej wiary w ludzi?

    A.S.: Byłam ostatnio na konferencji, która dotyczyła współpracy w procesie wychowania rodziców i instytucji, do których uczęszcza dziecko. Jedna z prelegentek mówiła o tym, że już w przedszkolu warto modelować zachowania dzieci w stosunku do obcych ludzi poprzez rozmowę z pociechami, ale także rozważne działania własne. I akurat tutaj, zgodzę się w 100%. Dziecko w wieku 3, 4, 5 a nawet 6-ściu lat jest niezwykle podatne na zachowania modelowane przez autorytety. A autorytety w tym wieku są trzy: mama, tata i pani wychowawczyni. Jest więc duża szansa, że jeśli rodzice połączą siły z nauczycielami uda się młodego człowieka wyprowadzić na wartościowego z ograniczonym zaufaniem do świata.

    Mówię o tym w ten sposób, ponieważ wszyscy wiemy, że skrajności bywają kłopotliwe. Nadmierne zaufanie do świata może powodować w dorosłym życiu kłopot z odróżnianiem osób sprzyjających od niesprzyjających, uwikłanie w toksyczne relacje czy częste stawianie się w pozycji sprawcy, bo przecież świat jest dobry, zatem jeśli coś się dzieje to z pewnością moja wina. Zaś przesadne ograniczenie zaufania będzie skutkować podejrzliwością, nadmierną sztywnością granic czy trudnością w zbudowaniu pełnej relacji z partnerem, a także chętnym stawianiu się w pozycji ofiary różnych zdarzeń, bo tutaj świat jawi się jako zły i niebezpieczny. Ograniczone zaufanie to zatem bezpieczny środek, który udaje się osiągnąć poprzez spójność w informacjach przekazywanych w rozmowie z tym co wyrażamy działaniem. Dobrze, jeśli jest zgoda co do zasad, których należy przestrzegać w domu i w przedszkolu czy szkole. Na tym polega modelowanie. Wiele z tych zachowań odbywa się naturalnie, w procesie zwyczajnej socjalizacji dziecka i jest wynikiem eksperymentowania i testowania granic. Ta nauka dzieje się przy okazji. Fundamentem tej nauki mogą być sytuacje, które się nam przytrafiają. Obserwujmy i wykorzystujmy je, omawiajmy z dzieckiem i wyciągajmy wnioski. Informacje o tym co wolno, a czego nie wolno, co dozwolone a co zabronione pięknie można ponadto przemycać do dziecięcych zabaw. Korzystajmy z tego.

    Pamiętajmy przy tym, że okres, o którym rozmawiamy to czas intensywnego eksperymentowania, wąchania i smakowania świata. Pozwólmy naszym dzieciom na to, ale jednocześnie zadbajmy o bezpieczne granice kontaktu ze światem zewnętrznym. A im szybciej taką naukę wdrożymy, tym większą możemy mieć pewność, że dziecko właściwie z niej skorzysta. I jeśli miałabym przed czymś przestrzegać to może jedynie przed tym, aby nie zalewać dziecka nadmierną miłością i troską, bo może się okazać, mówiąc przysłowiowo, że wylejemy dziecko razem z kąpielą.

    MS: Śmiertelna choroba członka rodziny lub dziecka, śmierć bliskiej osoby to dla nas dorosłych tematy, o których często nie potrafimy rozmawiać. Mówić o nich dzieciom czy może lepiej milczeć?

    A.S.: Oczywiście, że mówić! Jeśli miałabym wybrać jedną myśl którą chciałabym, aby zapamiętał każdy czytelnik naszego wywiadu to życzyłabym sobie, żeby była to informacja, że nie istnieją tematy, na które z dzieckiem nie można porozmawiać. Zawsze można. Tylko treść i formę tej rozmowy należy dopasować do wieku dziecka. Inaczej będziemy rozmawiać z 3-latkiem, który nie rozumie czym różni się śmierć od odejścia oraz ma dość niejasne i ograniczone pojęcie o śmierci, inaczej zaś z 6 czy 7-latkiem, który rozumie już powszechność i nieodwracalność śmierci. Problem jak sądzę, jest ulokowany zupełnie gdzie indziej. Myśl o śmierci bliskiej osoby, czy jej nagła utrata paraliżuje nas dorosłych. Zalewa nas intensywnym strumieniem smutku, żalu, strachu i lęku, a więc emocji mało komfortowych, na które wielu z nas nie pozwala sobie w codziennym przeżywaniu. Bo gdzieś tam mamy zakodowane, że trzeba być silnym, hardym i nie poddawać się słabości. I to jest ten podstawowy błąd, który jak mi się wydaje wynika z niezrozumienia samego procesu przeżywania żałoby. Strata bliskiej osoby boli, może powodować płacz, a nawet chwilowe uczucie zagubienia czy dezorientacji, jeśli straciliśmy rodzica, małżonka czy inną znaczącą dla nas osobę.

    Aby móc porozmawiać na ten temat z dzieckiem trzeba najpierw zrozumieć co dzieje się ze mną w sytuacji, o której mowa i dać sobie prawo do pojawienia się tych wszystkich skrajnych emocji. Trzeba uwierzyć, że moje uczucia, myśli i zachowania, nawet jeśli dalekie od idealnych, w tym momencie są słuszne i zrozumiałe. W psychologi nazywamy to samouprawomocnieniem. Dopiero wówczas, kiedy przyjmuję to, co się ze mną dzieje, jestem gotowy do tego, aby podjąć temat z dzieckiem. Jest taka piękna książka napisana przez Ulfa Nilssona i Annę-Clarę Tidholm, wydana przez gdańskie wydawnictwo EneDueRabe pt. „Żegnaj, panie Muffinie!”, która może stanowić pomocne narzędzie dla każdego rodzica, który nie wie jak taką rozmowę rozpocząć. A potem po prostu nie należy się bać. Jeśli to rodzic informuje dziecko o śmierci drugiego rodzica lub innej bliskiej osoby, ma jedną ważną przewagę: relację opartą na zaufaniu. Z doświadczenia wiem, że rodzice próbują często nad wyraz przygotować się do takiej rozmowy, próbują w bardzo skomplikowany sposób opowiedzieć o śmierci. Tymczasem wystarczy prosto: „Babcia umarła.” lub „Tata nie żyje.” Przestrzegam tutaj przed używaniem sformułowań typu „Poszedł do nieba”, „Zasnął” lub „Bóg zabrał go do siebie”. Tego rodzaju stwierdzenia mogą budzić dodatkowy lęk i przerażenie, a także utrudniać zrozumienie. To co jest ważne, w tej rozmowie to w jaki sposób komunikujesz swoje uczucia. Nie wstydź się swoich łez, bo w ten sposób twoje dziecko otrzymuje ważną informację, że strata, o której rozmawiacie jest dla ciebie ważna i osobista. W rozmowie bądź uważny i podążaj za dzieckiem. Jeśli nie znasz odpowiedzi na jakieś pytanie, po prostu się do tego przyznaj i spróbujcie wspólnie jej poszukać.

    MS: Rozwód rodziców to kolejna trudna sytuacja, o której wcześniej czy później trzeba powiedzieć dziecku, od czego zacząć rozmowę?

    A.S.: Ależ się cieszę, że nie padło pytanie o to czy mówić czy nie mówić dziecku o rozwodzie. To oznacza, że budzi się w nas świadomość, że ten mały człowiek, niezależnie od tego czy ma lat 3 czy 6 jest istotą zdolną do rozumienia i odczuwania. Bo prawda jest taka, że dziecku w każdym wieku można „coś” powiedzieć. Chodzi o to, żeby zejść do poziomu dziecka, przez chwilę popatrzeć na sytuację jego oczami, zastanowić się i wybrać takie słowa, które pomogą dziecku zrozumieć, co się dzieje.

    Trzylatek z całą pewnością nie zrozumie słowa „rozwód”, bo jego struktury poznawcze nie są przygotowane do przyswajania pojęć abstrakcyjnych, jednak przy odrobinie zaangażowania i pomysłowości ze strony rodziców rozpad rodziny da się wytłumaczyć. Można opowiedzieć lub przeczytać bajkę, odegrać scenkę z lalkami w roli głównej czy tak pokierować zwyczajową zabawą w dom, że będzie ona podstawą do późniejszej rozmowy o tym, że mama i tata bardzo się ze sobą nie zgadzają i będą teraz mieszkać osobno. To jest wiedza odpowiednia zarówno dla 3 jak i 6 czy 7-latka. Dalej powinno nastąpić wyjaśnienie w postaci informacji o tym co się zmieni, a co pozostanie na zawsze niezmienne np. „Wiesz Kasiu, to oznacza, że czasami mama, a czasami tata zaprowadzi cię lub odbierze do/z przedszkola. Czasami tata będzie ci czytał na dobranoc i pomagał zasnąć, a czasami mama. Pamiętaj jednak, że oboje bardzo cię kochamy i to się nigdy nie zmieni. Nawet jeśli mama i tata nie będą mieszkali razem zawsze będziemy się tobą opiekować.”  To ważne. Dziecko jest ufne, a im młodsze tym większy autorytet mają rodzice. W związku z tym wierzy, że słowa mamy lub taty są prawdziwe. Skoro rodzice tak mówią, to znaczy, że tak właśnie będzie. W ten sposób przekazujemy dziecku ważną informację o tym, że szanujemy jego uczucia oraz zapewniamy podstawowe bezpieczeństwo. Dziecko musi mieć pewność, że to co się skończyło to miłość wzajemna rodziców, a nie miłość mamy czy taty do mnie, czyli dziecka.

    Jest jeszcze jedna ważna kwestia, jeśli jesteśmy przy temacie rozwodu. Trzeba bardzo uważać, żeby przez zbytnie zwlekanie z taką rozmową nie zbudować w dziecku poczucia winy czy wstydu za rozpad rodziny. Dziecko ma niesamowitą zdolność do wyczuwania nastrojów i emocji panujących w rodzinie. Często rozumie je szybciej niż potrafi nazwać. Wówczas może wpadać na różne pomysły, które będą miały przywrócić utracony stan rzeczy. Na przykład, że jak wysprząta całe biurko to tata znowu z nimi zamieszka. Albo, że jeśli będzie zjadało na obiad warzywa to mama znowu pokocha tatę. Myślenie życzeniowe to ogromna machina, kiedy ma się kilka lat. Niestety naraża dziecko na przeżywanie nieustannej frustracji, ponieważ żaden z tych warunków nie może zostać spełniony. A wyobraźnia działa tym bardziej, kiedy brakuje informacji o tym, co się dzieje. Prawda jest taka, że jeśli czekamy na odpowiedni moment, może okazać się, że on nigdy nie nadejdzie. Nie warto także usprawiedliwiać się tym, że „właściwie to my jeszcze nie wiemy jak będzie”. Rodzice zawsze mają jakiś plan. Choćby na najbliższy tydzień lub dwa. O tym warto dziecko poinformować. Przewidywalność zdarzeń jest jedną z podstawowych zasad w wychowaniu kompletnego człowieka, który w przyszłości będzie wiedział na co go stać i jaka jest jego wartość własna.

    Dziękuję za rozmowę i dużo wartościowej wiedzy!

    Aleksandra Salwa o sobie…

    Psycholog, terapeutka dzieci i młodzieży, trenerka, autorka platformy terapeutycznej bialeminuty.pl; na co dzień bliska jest mi rzeczywistość szkolnych trosk i problemów (zajmuje stanowisko psychologa w szkole podstawowej oraz gimnazjum), wspomagam dzieci i młodzież w przeżywaniu trudnych momentów, rozczarowań, smutków i strachów, promując jednocześnie wiedzę wśród rodziców, wspierając ich w procesie wychowania oraz rozwoju; w pracy indywidualnej stawiam na życzliwą relację i kontakt, w które wierzę; w codzienności psychologa najbliższe są mi postulaty obecne na gruncie teorii poznawczo-behawioralnej oraz systemowej; nieprzerwanie fascynuje mnie człowiek z całym zapleczem jego życiowych doświadczeń i mechanizmami sterującymi jego zachowaniem; swoimi obserwacjami i przemyśleniami chętnie dzielę się z szeroką publicznością na swojej platformie terapeutycznej www.bialeminuty.pl; w życiu prywatnym jak i osobistym przewodzą mną trzy hasła: autentyczność, relacja i profesjonalizm; w wolnych chwilach lubię spędzać czas ze sobą i dbam o to, aby mi go dla siebie nie zabrakło; czytam, piszę, spotykam się, jeżdżę rowerem i biegam; ponad wszystko kocham życie (kawę i domowe ciasta), które sama piekę, więc dbam o to, aby toczyło się w zgodzie z tym czego sama uczę.

    Pozostałe wywiady z ekspertami znajdziesz tutaj:

     

    Dodaj komentarz

    Bądź pierwszy!

    Powiadom o
    avatar
    1000
    wpDiscuz